Moja lista blogów

wtorek, maja 22, 2018

Drugi miesiąc nie palenia

            Właściwie , czemu ja się tak męczę. To, czy będę palić czy nie nie zmieni nic w stanie moich płuc a chora byłam na prozaiczne zapalenie płuc przecież ... tyle ,że był to atak zmasowany ,jeszcze z jednego nie wydobrzałam kiedy następny wirus mnie zaatakował. I to trzykrotnie i to w  dodatku w szpitalu. Jak pan doktor powiedział - miałam pecha. Tia

      Za chwilkę zacznę obgryzać paznokcie a może jednak nie?? Zrobiłam kołnierzyk na szydełku i było to niezwykle  denerwujące zajęcie... ale zrobiłam , troszkę dziwnie wygląda hmm ,jeszcze zakończyć ostatnie oczko, wyprać, wykrochmalić i wyprasować ażeby Urodę kołnierzyka wydobyć. Taaak . jakoś na te ostatnie   ruchy przy kołnierzyku ni mam samozaparcia. Kołnierzyk jest dla Da ssi... hmm może sobie sama wypierze ,wykrochmali i wyprasuje????:))
   Ja nie mam cierpliwości ani natchnienia ani nic przecież na odwyku jestem...,50 lat z haczkiem paliłam, ,zaczęłam jako małolata i tak mi zostało do 13.kwietnia piątku..


     Powoli wracam do sił, i zaczyna mi się nudzić, gdzieś bym poszła, pojechała coś zrobiła . Taaak...
Okazuje się ,że jednak takie proste to nie jest . Jeszcze .. Do momentu aż się zbuntuję bo przecież nie mogę wszystko powolutku, itp itd.

      W mieszkaniu mam tak czyściutko ,tak się córka z Dagmarą postarały ,że muszę się niezłe natrudzić żeby nieco nabrudzić...

 Chwilowo  nie zaglądam do szufladek na wszelki wypadek. Córka mi posprzątała... szufladki .  Jak zaczęłam szukać suszarki do włosów już mi przeleciała myśl przez głowę, że jednak Zapalę bo ja tych porządków nie wytrzymam.
  Na szczęście znalazłam dość szybko suszarkę, i teoretycznie wszystko wiem gdzie coś jest , praktycznie cierpię jak potępieniec bo ja uwielbiam mój chaos a perfekcyjne poukładane papierki itp sprawy przyprawiają mnie o ból głowy.. Czy moja latorośl nie jest w stanie tego zrozumieć ??? Ja jestem przywiązana do moich wad !!!!  Wiem ,że ona niekoniecznie musi też być do nich przywiązana ale mogłaby się przyzwyczaić ?... No nie chyba jednak nie i teraz już wiem na czym polega nasz konflikt  ....

   Symetria i papierki w segregatorach pożądnie wpięte pod linijkę  -nie  ,absolutnie mi to nie pasi. Symetrycznie rożlożone np serwetki mimochodem zawsze poprawię tak ,żeby niesymetrycznie było, w segregatorze chociaż jeden papierek misi wystawać a ze dwa być luzem i co najmniej jeden nie do tego segregatora należeć  a co, , kto bogatemu zabroni...
  A argument ,że po mojej śmierci jak ktoś coś sobie będzie szukał , to co sobie o mnie pomyśli  to dla mnie nie jest argument. Co mnie obchodzi co sobie ktoś pomyśli jak już nie będę żyła, no co....a niech sobie myśli co chce  ... i tak te wszystkie papierzyska wylądują w  śmietniku...
 
Obejrzałam ten kołnierzyk. On się nadaje wyłącznie do sprucia a nie do  sprezentowania. Tak ździebko dla wielkoluda ten kołnierzyk a nie dla subtelnej Dasi..

  Dzisiaj kombinowałam troszkę - a kupię sobie papierosy,  tak ,żebym miała, może mnie nie skusi..... Nie kupiłam. Wytłumaczyłam sobie, że  sklep jest do ósmej otwarty i ewentualnie później sobie mogę kupić.. A teraz jest burza i pada , kręgosłup mnie boli ( ciekawe od czego, od leżenia?) i mam raczej podły nastrój . Jakie to życie bez papierosów jest męczące.....

 Wróciło mi odczuwanie zapachów. Ktoś w piwnicy maryśkę hoduję bo mi śmierdzi .....

 Po raz pierwszy ten zapach w piwnicy poczułam, niedawno na balkonie.....hmm...

  Byłam dzisiaj na polowaniu. Koniecznie tego perkoza chce upolować obiektywem, który siedzi nad rzeką i udaje badylka. Niestety - znowu mi nie wyszło.... Kiedyś wpadnę tam pod samochód bo wiecznie nad tą rzeką wypatruje tego rybojada...
 Na razie zdenerwowałam tylko gęsi. Łyska odwróciła się do mnie pupą  i zdjęcie mi nie wyszło. Gęsi mi wyszły ale ja ich nie lubię ,bp na mnie syczą i  w ogule się panoszą okrutnie...
tam gdzieś jest ta łyska wysiadująca 

3 wieże kościelne widoczne z pokoju 11, który to zajmowałam dwukrotnie

a to kościół widoczny z pokoju nr siedem

gęsi na łące 

tej łące
 A dlaczego taki misz masz? A bo nie mogę się zdecydować  o czym ja właściwie mam pisać...

środa, maja 09, 2018

Jeszcze troszke refleksji na wiadomy temat

Lekarze jak  wiadomo co jakiś czas ogłaszają ,że np. Pochp to od papierosów się dostaje, bo to niezwykle szkodliwy nałóg jest. W sejmie walka o całkowity zakaz palenia wszędzie. Takiej kampanii nie widzę w Holandii w sprawie miękkich narkotyków np. Chociaż mnie osobiście maryśka śmierdzi strasznie, i palić tego nie mogę bo gorzej na mnie Działa jeden lolek niż cala paczka papierosów. Hmm, ciasteczek jeszcze nie jadłam, muszę sprawę przemyśleć.  Przyjemnie jest pomyśleć, że przy okazji wychodzenia z jednego nałogu  wpada się w inny😁

Niestety ,zostały mi odebrane wszystkie przyjemności na p.  Szydelkowanie nie jest nawet w połowie tak fascynujące jak dobry  seks np a tu nie dość, że wiek nie za bardzo, partnera ni ma to jeszcze forma do kitu. No i jak tu żyć panie premierze, no jak?

Poważnie, nie twierdze, że do rozwoju mojej choroby papierosy się nie przyczyniły ale nie tylko. Całe moje młode życie spędziłam na Śląsku, pracując a to w galwanizerni, a to produkując  sadzę,a to lutując jakieś podzespoły,a to na kopalni w pobliżu stuletniej koksowni, która jak dymek wypuściła to kolejarze na torach mdleli.

Jako dziecko byłam dwukrotnie w prewentorium płucnym. Jako  siedmiolatka , przysięgam nie paliłam. Znam też osoby nie palące a tę głupią chorobę posiadające?. Więc proszę nie wszystko zwalać na papierosy proszę doktorostwa.
Najbardziej bolesne jest to, że ja się męczę zwalczając nałóg, nie palę co na pewno stanu moich płuc nie naprawi. One pozostaną zniszczone. Zostanie mi być może więcej kasy ale co z tego jak możliwości jej wydania zostały wydatnie ograniczone.

Co mi z kasy,której nie wydam na przyjemności,np. Jakieś wyprawy w fajne zakątki świata?


Jak odchodziłam, wiedziałam, że odchodzę, nie bałam się, żadne tunele mi się nie pokazywały, żadne światełka,nie wyświetlał mi się film z moim życiorysem - nic z tych rzeczy. Rozsadzała mnie wściekłość, że NFZ wygra a ja umrę i dam im te cholerną satysfakcję.  No przecież nie mogłam na to pozwolić.
 Za drugim pobytem na intensywnej wsadzili mnie w kosmiczna maszynę i powiedzieli, że raczej  stąd nie wyjdę a jak to jako ważywko.
 Tym bardziej mnie diabli wzięli i zaczęłam knuć w duchu,że skoro NFZ taki durny jest i usilnie ściąga  ode mnie ubezpieczenie zdrowotne to niech teraz płaci moje leczenie w Holandii. Czekałam tylko kiedy mi ten cholerny namordnik zdejmą, żeby zmartwionej  rodzinie odpowiednie dyspozycje wydać, czyli niby moją ostatnią wolę.
 Moje koleżanki w Polsce jak dowiedziały się o mojej chorobie, to płacząc podobno  urządziły mi kurka wodna stypę i ponoć piły całą noc moje zdrowie.
Wyraźnie mi to pomogło, bo jak widać żyje i mam się dobrze😊

Dostałam list z ZUS. Zwrócili mi pieniądze za wyszczególnione pracowicie lata ale jakoś mi brakuje wyraźnie lat od 2014 do dzisiaj....Mam przyczynek do dalszej walki z NFZ i motywacje, żeby więcej się przedwcześnie na tamten świat nie wybierać...

czwartek, maja 03, 2018

O życiu szpitalnym w Holandii

 Jestem po raz drugi w szpitalu. Kiedyś tam w przeszłości byłam w na chirurgii szczękowej w Klinice w Helmond, gdzie mi pod pełną narkozą pobirali kość z biodra i wstawiali w szczękę dolną. Cała operacja kosztowała mnie 3 dni pobytu w szpitalu, poważny opieprz od pielęgniarki za samodzielny wypad do łazienki, która to zresztą była w tym samym pokoju, dwuosobowym zresztą.
Teraz od 13 kwietnia zwiedzam albo intensywną albo pulmonologie. Tak się jakoś składa, że na zmianę...😂
Wszędzie jestem traktowana jak vip jakiś. Dysponuje pojedynczym pokojem. Osobistą łazienką,szafą, ze starannie wypisanym moim nazwiskiem. Każdy pielēegniarz/rka, lekarz i personel podlatuje z rączką ,przedstawia sie i jak może tak duka dzień dobry vrauw Klo z niepokojem w oczach czy czegoś nie przekręcil
Ja jestem dobra dziewczynka  - pozwalam im mówić do mnie po imieniu, bo jednak Renata jest dla nich znacznie łatwiejsze do wypowiedzenia....

Rozczula mnie wręcz troska o moje bóle , terapia paracetamolem, którym mogą paść człowieka na okrągło. Paracetamol jest w Holandii głównym produktem spożywczym, dostępnym i dobrym na wszystko🤣

Poważnie jednak - życie mi jednak uratowali. Poświęcili mi wiele uwagi i rzeczywistego zaangażowania.
 Gdy po raz kolejny wracałam na pulmonologię, personel się autentycznie cieszył, że jestem, że żyje, że oddycham, a ni zipię.  Da się przecież wyczuć profesjonalne wyczucie a autentyczne zaangażowanie. Szczególnie młodzi stażyści i stażystki, co co wykonują najgorsze prace przy chorych - dzisiaj taki młodzieniec rozczulił mnie do zupełnie. Odpięli mi ostatnią rurkę z tlenem.ODDYCHAM CAŁKOWICIE SAMODZIELNIE, bez wspomagaczy ,bez wziewòw, a miałam być przecież ważywkiem. I ci młodzi ludzie ciągle tu zaglądają i się cieszą.autentycznie się cieszą, że zdrowieje.
To nie jest tak, że ja bym chciała tak to widzieć.  Ja tu tak to odczuwam, tak to widzę.
Podejście lekarzy - można mieć ròżne skojarzenia ale najgłówniejsze jest moim zdaniem - jeśli pacjent nie będzie walczył to mu paracetamol nie pomoże🤣😁
Jeżeli jakaś terapia się nie sprawdza , stosują inną. Szukają tak długo aż wyleczą.

Leże sobie w pojedynce ,czyściutkiej, przyjemnej dla oka , za oknem mam widok na kościół, dostęp do internetu, do telewizji, przynoszą mi jedzonko bo siły mam odbudowywać( wyraźnie mam coś z głową -  smakuje mi szpitalne jedzenie ).

Jestem szczęściarą

wtorek, maja 01, 2018

Jak się odchodzi w holenderskim szpitalu

Na razie komfortowo....  Co rano moje ciało dotyka coraz młodszy i ładniejszy pielęgniarz.Musze zapytać czy będę mogła zjeść cos np.gruszke w syropie bo mam smak.

To nie jest tak, że ja taka ura  bura  jestem...Było i jest dalej tak...
Było tak, że konsylium powiedziało  mojej siostrze,że ja juz z tąd nie wyjde. Nie wiem czy konsylium  wiedzialo, że ja teź  holenderski rozumiem. Albo chcieli mnie  przestraszyć .Albo zwyczajnie mówić prawdę.

 Jeszcze jestem po tej stronie. Z moich licznych fascynacji została mi jazda karetkami na sygnale  _ nie to, żebym za tym przepadała ale się zdażyło.
 Z intensywnej terapii na pulmonologie, do domu,na intensywną, pulmonologia, intensywna i dzíś znòw pulmonologia...

Panowie i panie doktorowe są zdziwieni. Bo chcieli mi rurkę w płuco wbijać ,gdzie de fakto nie mogłabym już nic. Tylko leżeć i patrzeć w sufit.
A  ja tu beszczelnie samodzielnie oddycham. No, też przez rurkę w nosie ale sama.
 Cierpie za wszystkie moje grzechy.

Człowiek wie kiedy umiera. Ja też wiedziałam. Byłam tylko niezmiernie zdziwiona,  że tak szybko i chociaż ostrzeżenia były to jakby mało  wyraziste... No jak to- przed siedemdziesiątką? Przed moimi urodzinami. Czy ta pani,ktòra nam towarzyszy od poczęcia iuż całkiem zgłupiała?

Doktorostwo stanęło na wysokości sprawdzania swoich zawodowych umiejętności.
Po drugim pobycie na intensywnej terapii - wiedziałam. PRZEŻYJĘ!,
Nie dam siè. Tylko jak to niedaniesię ma wyglądać.
Bardzo wiele rzeczy,  na ktòre do tej pory sobie pozwalałam muszą należeć do przeszłości. Wiele marzeń i pomysłòw ..już wiem, że nie uda mi się. Muszę wymyślèć coś nowego, coś co mi radość będzie sprawiać.  Mogę spacerować i mogę jeździć na rowerze....o i to jest duży plus... Oczywiście jak nabiorę sił...ha
Zmniejszyli mi ilość tlenu w rurce nosowej. Byłam na spacerku. Ćwiczę wdech i wydech. Mam jeszcze jakąš bakterie, ktòrą zwalczaja niantybiokowo bo antybitykòw najadłam się wystarczająco....ale jutro zobaczą. Bo mi oczywiście hektolitry krwi pobrali dzisaj.
Nie, jeszcze nie, jeszcze raz uciekłam.  Następnym razem może się nie udać. Postanowiłam w ramach walki z nałogiem zrobić firankę szydełkiem....
Bo to będzie dla mnie najtrudniejsze wyzwanie, nigdy nie miałam zamiaru rzucić palenia bo lubiłam palić

ŻYJĘ. Walczę. Następny tekst będzie o życiu....😊

sobota, kwietnia 21, 2018

Musieć

Bardzo mi kiedyś odpowiadała moja postawa - ja ne muszę nic. Mogę ale nie muszę. Będę  chciała mòc, to będę  mogła.
Okazało się, że to złudzenie. Teraz chcę mòc  a nie mogę. Muszę  mòc a nie mogę.
Czas....kiedyś szedł za szybko.
Teraz się  wlecze....kiedyś  dwie minuty to dwie minuty, teraz dwie minuty to dziesięć minut....nie patrz na zegar.....

Uciekłam najważniejszej pani....

Jak dobrze, że mam siostrę. I to nie ja jestem big zus.

środa, kwietnia 18, 2018

Każdy ma swój Mont Everest

Ja właśnie swòj zdobyłam. Jestem chora jednak to akurat nie jest najbardziej bolesne. Mam ten Everest .
Najgorsza jest niemożność. Zależność od dobrej woli i komptencji. Innych. Nic od ciebie nie zależy - nawet siusianie.
Wdrapanie się na siusiające krzesło,a potem zejście z  niego było jak zdobycie Śnieżki.
Mój organizm nie znosi żadnych zależności a teraz muszę na czas jakiś spuścić z tonu....I to mnie dołuje.

Przy okazji obserwuje życie szpitalne, ktòre to jest niezwykle aktywne. Do godziny drugiej wszscy łacznie z pacjentami coś robią. Istna jazda bez trzymanki. Będąc w domu ani w połowie tak aktywna nie byĺam
A to ci pobieraja,a to mierzą,a to uczą oddychać,a to jeszcze wiele innych aktywności..
Jutro mają mnie wypisać,bo jak pan płucny powiedział, siłý najlepiej odbudowuje się w domu.
Dobrze, mam je zamiar odbudowac
Perspektywa siedzenia w domu na roll stoel i czekania na koniec nie jest moim głòwnym marzeniem.... Się całe moje jestestwo buntuje. Z powodu zdrowia ja saobie mam wszystkiego odmòwić?, To co za przyjemność źyć...

środa, kwietnia 04, 2018

To tak - jestem chora

                               Zmagam się sama ze sobą, z moimi płucami i tam takie.
Jak kiedyś się poskarżyłam córce, że jakąś grypę chyba załapałam to się bardzo zdziwiła - ty chora? niemożliwe. No taaak...

   W końcu z moja siostrzyca zaciągnęła mnie do lekarza.  Prawie siłą. Nie powiem - doktor uprzejmie się zdziwił ,że my siostry i zajął się mną prawie uczciwie. Odsłuchał ,kazał zrobić ekg.
      Na początek okazało się ,że nie mam serca. Pani coś tam pomajstrowała  -,serce się znalazło ,które podobno bije prima .....
 Kiedyś robiłam badania na różne rózności ,lata temu ,szukali też co mnie boli, nic nigdzie nie wykazywało anormalności , wbili mi w żyłę kontrast ,który wykazał wszystkie organy(które był y zdrowe) . Nie wykazał tylko istnienia wątroby i woreczka żółciowego. Tych organów nie było!!!
  Po dwóch latach okazało się ,że jednak woreczek żółciowy był ,pełen kamieni....Wątroba pewnie też jeszcze jest,chociaż nie jestem pewna, być może - skoro nie boli znaczy ,ze albo jej nie ma albo jest w bardzo dobrym stanie:))
   Pobrano mi krew z paluszka - pani powiedziała ,że jest prima.  Przy braku serca zdziwiłam się ,że krew mi od razu znaleziono...
     
    Na tym nie koniec . Dzisiaj na specjalistyczne badania ( bo coś niezidentyfikowanego jednak mnie boli) pobrano mi cały kontener krwi.  Myslałam ,że zejdę bo oprócz tego to przecież mnie dusi...

  Szpital rozbudowali i ja  na ostatnich nogach błądziłam  jak zwykle i pewnie wyglądałam jakbym za chwilę zejść miała bo uczynni ludzie kierowali mnie we właściwym kierunku do rentgena.

     Na pewno się okaże ,że płuc   nie ma... Pani ,która robiła zdjęcia nie była zadowolona coś takiego usłyszałam jak "och"

   Jakieś  szczątki płuc jeszcze chyba mam bo nawet wciągam powietrze i tlen i piszę te głupoty...

        To nie konieć - bo chcę jutro ( idę na kontrolę) skierowanie do pulmonologa - a co ...
Siedem lat mnie pan leczy i jest coraz to gorzej zamiast przynajmniej constans...

   Na razie łykam antybiotyki ,jakieś cós tam jeszcze i śpię  w dzień  no coś okropnego. Nawet nie zauważyłam ,że to wiosna jest i już mi kwitnie wiśnia japońska za rogiem....Zdziw dzisiaj  pełny ,było zimno, szaro ,ponuro a tu kwitnie  !!!
  Ps, - bratki na balkonie też:))