Moja lista blogów

środa, października 11, 2017

Kara za grzechy

                 
        Cieszyłam się jak głupia ,że pojechałam sobie tam gdzie chciałam  , teoretycznie wróciłam ci ja do domu wypoczęta i odstresowana.  Tyle teoria. W praktyce  zaczął się horror na wszystkich możliwych frontach.
    Najpierw okazało się ,że nie mam telefonu, potem wysiadł telewizor a następnie internet.
 W międzyczasie dostałam rachunek za telefon mobilny w kwocie oszałamiającej nawet t-mobile...
Negocjacje w sprawie rachunku. Załatwione pozytywnie. Negocjacje z tele-2 w sprawie moich urządzeń. Zaczęli od przysyłania kabelków. Nic to nie dało. Potem namawianie mnie na podpisanie nowej umowy teoretycznie bardzo lukratywnej ale awaria ciągle nie naprawiona. Więc się  wściekłam i całe moje jestestwo techniczne przeniosłam do t-mobile,gdzie już mobilny telefon od lat mam. Niestety ,przenosiny trwały do dzisiaj...Cierpliwie odczekałam. Ale to mało - w tzw, międzyczasie siadła mi nieodwołalnie bateria od roweru. Nie ładowarka, nie rower tylko bateria. Koszt nowej - 600 Eu. Nie wiem co zrobić . Bo przywykłam do łatwej jazdy ,kocham ten mój rowerek itp.itd.... na razie jeszcze codziennie ładuje i boję się gdzieś dalej pojechać bo jak mi tej baterii braknie to jechać można ale to jest ździebko męczące ,szczególnie ,że teraz jesień , wieje i pada.

    Ale apogeum to ja mam z NFZ i UWV.
W każdej korespondencji od NFZ mam zdanie ,że prawo europejskie mówi ,że składkę zdrowotną płaci się tylko w jednym kraju europejskim ,w kraju zamieszkania najlepiej..

 Od października ubiegłego roku usiłuję to prawo wyegzekwować od NFZ.   Przedstawiłam dokumenty ,że mieszkam i płacę tutaj CZ.  Pani młodszy specjalista  Patrycja Kociszewska w WWM MOW NFZ zwróciła się do mojego CZ o oficjalne potwierdzenie. Otrzymała. Ale, żeby sprawę utrudnić ,czy  ja nie wiem co napisała mi list na adres domowy w Holandii ,że zwróciła się jeszcze raz o dodatkowe dane albowiem pan jej nie napisał od kiedy to ja pobieram holenderska emeryturę. A co ich to do jasnej cholery obchodzi !!!!!

  Za parę dni dostałam list od UWV, że otrzymali od "polskich autorytetów" druk E205.NL i ja muszę im przesłać dokumenty o całym moim przebiegu pracy w Polsce, dokumenty potwierdzające moją pracę w Holandii,zasiłki itp ,czyli muszę w/g tego druku udowodnić ,że nie jestem słoniem ....

    Dostałam histerii.  Mój dom zalegają tony papierów,  Poczytałam sobie o tym druku. Ten druk służy do obliczenia emerytury za granicą ,również do tego by np stwierdzić w wypadku renty chorobowej czy osobnik nabył swoją chorobę w tym kraju czy w innym...itp sprawy. Nie ma to nic wspólnego z opłacaniem składek  zdrowotnych.
     Jestem udupiona papierami. Ilekroć spoglądam na list od UWV mam łzy w oczach bo na dodatek nie miałam internetu, kopiarka mi nie chce pracować jak trzeba ,nie wiem skąd wiele papierów i właściwie jakie mam wytrzasnąć UWV chce wszystko . A najbardziej mnie pieni ,że obie instytucje mają to w swoich komputerach a ja muszę przedstawiać dowody!!!!!
  Ręce mi opadają .
  Nie, nie zniechęcę się. Dopnę swego i już.
  Nie wiem gdzie jeszcze napisać ale jestem bliska do napisania na panią młodszą specjalistkę  Patrycję Kociszewską do kancelarii prezydenta, pani premier i do Jarosława Kaczyńskiego pomimo ,że wiem , że oni są wprawni w omijaniu prawa europejskiego .
   Ryba psuje się od głowy  - więc  to i tak nic nie da . Ale może krwi napsuje pani Patrycji jak i ona mnie....

  Jak zwalczę te wszystkie papiery , jak przewalczę to wszystko to dopiero wtedy  wpadnę w depresję jesienną...Na razie mnie jeszcze adrenalina trzyma. Tylko się jeszcze muszę dogadać ze swoją kopiarką...Potem się zajmę rowerami ,bateriami i ewentualnie nowym piecem do kuchni . Bo wczoraj dla poprawienia nastroju usiłowałam upiec  szarlotkę . Wyszła średnio na jeża chociaż w smaku bardzo dobra to jednak  wygląd zewnętrzny ma wiele do życzenia. No proszę  - nawet ciasto nie chce mi wyjść jak powinno..

piątek, września 15, 2017

tak sobie myślę

                    Właśnie mnie naszły takie sobie myśli na temat pomocy w rejonach objętych różnymi kataklizmami.
     Niedawno w Polsce  przeszedł huragan ,gdzie zostały zniszczone  wioski ,dwie harcerki kosztowało to życie, zostały wytłuczone lasy (jakby szkód w Puszczy Białowieskiej było mało).
    Po nawałnicy rzucili się politycy do gardeł i zaczęli uprawiać spychologię. Ten zawalił ,ta zawaliła ten nie dopełnił itd. Mój ulubieniec pan Macierewicz   stwierdził, że jego oczko w głowie  - Obrona Terytorialna czy jak to się zwie  nie jest jeszcze gotowa do tego typu zadań jak  udzielanie pomocy poszkodowanym i lasom....
 Ludzie się sami organizowali i robili co mogli aby  sobie samym pomóc...Przycierali drogę pani premier by mogła spokojnie dojechać..
 
     Niedawno przeleciała się "Irma" nad Antylami holenderskimi ,Karaiby poszkodowane, Kuba...
 teraz Floryda.
  Wracam do tych Antyli. Trzy dni po przejściu huraganu na ST. Martin był król i osobiście  sprawdzał ,co potrzeba . A potrzeba jest wszystko. Huragan zmiótł domy, sklepy, szkoły ,elektryczność ,porty dosłownie wszystko. Kanalizacja i wodociągi. -. Już od paru dni jest akcja - pomagamy  Antylom. Zbierane są pieniądze i materiały wszelkie ,budowlane . Wojsko stacjonuje i pomaga wraz z tutejszą policją . Ci policjanci z ST.Martin czy Sabe  i innych wysp też przecież zostali bez dachu nad głową. Specjalne helikoptery latają na wyspy z wodą, i innymi potrzebnymi do życia .produktami...
.
  Zaznaczam ,że dostać się na Antyle to nie jest -wsiąść w auto i przejechać kilka kilometrów z Juraty ma miejsce zdarzenia. Już nie wspomnę o tym, że po pierwszych doniesieniach w telewizji o katastrofie można było zacząć działać bez  specjalnych zaproszeń ze strony wójtów ,czy innych czynników. To zwyczajnie chyba naszym wspaniałym polytykom nie przyszło do głowy.

   Na Antylach już nie wspominając o królu są przedstawiciele rządu ,jest czerwony krzyż, jest wojsko i ciągle płynie pomoc z Holandii. Specjalny program w tv pt. pomagamy St-Martin.
 St- Martin jest podzielona na część francuska i część holenderską . Sam Macron stwierdził , że Holendrzy są lepiej zorganizowani i lepiej sobie radzą niż Francuzi...

   Jak to zupełnie inaczej wygląda w Polsce...

I tylko mały procent z tego co zgotowała "Irma" Antylom  zdarzył się w Polsce... I niech mi nikt nie mówi ,że Holandia jest bogata i sobie może pozwolić na taką akcję ,a  Polska biedna ...
   
     I jak wiem z doniesień - Owsiak ze swojej fundacji zakupił ciężki sprzęt do porządkowania powalonych lasów...
     
    czemuś biedny - boś głupi - takie przysłowie mi się przypomniało...
  Tylko na St- Martin powierzchownie obliczono szkody na miliard euro.
Nasze lasy i zzniszczone wioski  - nie wiem czy to w ógóle oszacowano? A jak to na ile.... i co w związku z tym...

środa, września 13, 2017

Jeszcze troszeczkę o mojej wyprawie

            Tym  razem zdjęć nie będzie.

  Wyleciałam z Batumi. Wracam do domu i do codziennych  problemików mniejszych lub większych.

    Jeszcze ostatnie spojrzenie przez okienko .

   Wpadłam w zachwyt. Samolot leciał dość nisko ale nad chmurami. Chmury  układały się w różne obrazki, góry lodowe aniołki,ciasteczka i co tam komu wyobraźnia podsuwała a pod chmurami - morze. Czarne ,grafitowe ,gdzie nie gdzie biała  grzywa fali.

  Ogarnęła mnie błogość. Chciało mi się tak lecieć bez końca. Tak wstrząsającego przeżycia nie miałam już dawno. Zachwyt błogość ..   i chwilo trwaj.

   Musiałam to zapisać .  Żeby sobie utrwalić ten piękny obraz i to uczucie, które mną wtedy zawładnęło.
   W zasadzie - to uczucie jakie wtedy doznałam przerasta moje możliwości opisania jak  i  żadne zdjęcie nie odda stanu ducha w jakim byłam wyglądając przez malutkie okienko samolotu...

  Choćby tylko dlatego ,że to było takie piękne i nie z tego świata uczucie warto mi było się udać w tamte strony

poniedziałek, września 11, 2017

I ciąg dalszy

Te wsystkie zdjcia są z moic wypraw. To jest jaskinia, Morze Czarne, monastyr z 1003 wieku i ja po wyjściu z jaskini z tym co ją pilnują czyli ponaszemu ze skarbkiem....Polecam Gruzję. Jedyny kraj,gdzie mi się chce jeszcze raz...

Jeszcze o Batumi i okolicach

na taki właśnie potoczek
Tego szaszłyka konsumowałam proszę ja was pokonując liczne schody ale opłaciło się bo widok przy stole był przedni
                 Ponieważ u mnie jest teraz wietrznie i deszczowo to znowuż wróciłam wspomnieniami do  lata,wakacji do miejsc gdzie było mi fajnie (to nie znaczy,ze teraz jest mniej fajnie - jest ok , tylko tak zwyczajnie ).
Ruiny zamku Tamary.Carycy zresztą
Przysięgam ,że to nie ja opróżniłam ten pojemniczek na wino..
  Wiem ,że są ludzie dla których zwyczajność jest ważna, rytuały itp. Dla mnie jakoś nie i już po cichu knuję sobie następny wypad gdzieś...
taki widok był zawsze z każdej strony. Chmury też zawsze obecne
      Spróbuję zamieścić parę zdjęć ,które mam w zbiorach. To będą zdjęcia z jaskini,którą osobiście zdeptałam i  pokonałam niezliczoną ilość schodów ,umierałam tam z niemocy i w duchu cholerami rzucałam pod swoim adresem na moją niesprawność. Przy pomocy pani przewodniczki  i jej kojącymi opowieściami i kłamstwami ( to tylko parę schodków i już - a parę schodków okazywało się jakieś czterdzieści pod górę.Żeby w dół to bym nic nie miała na przeciw) Sam Zosia _ pani przewodniczka mówiła świetnie po polsku i opowiadała,że  Gruzini lubią się mijać z prawdą ale raczej nieszkodliwie...
Uwaga ,ciąg dalszy nastąpi za chwile bo mi miejsca brakuje
To jezioro w środku Batumi. Na horyzoncie wygłup Trumpa. Szłam sobie, szłam ulica przy której były same sklepy z różnymi akcesoriami łazienkowymi, rurkami, kolankami i śrubkami aż doszłam do jeziora, przy którym było delfinarium. Więc sobie też poszłam popodziwiać delfiny. Kupiłam bilet, wpuszczono mnie na spektakl, po czym w połowie okazało się, że mój bilet jest na jutro.....Pozwolono mi jednak dzisiaj obejrzeć do końca spektakl delfinków. To delfinarium poza sezonem pracuje z dziećmi niepełnosprawnymi i chwała im za to...
Jednak oglądałam . Wolałam oglądać niż filmować czy robić zdjęcia

piątek, września 08, 2017

Wróciłam z urlopu i....

                      Spadłam na ziemię przy czym mocno się potłukłam. To, że mam zapłacić wyjątkowo miły rachunek telefoniczny to jest pikuś. Jak byłam głupia i niedoinformowana to teraz muszę płacić. Nad tym nie boleje (tzn, boleje,boleję ale zdaję sobie sprawę, żem sobie sama winna) .
  Kabelkowe moje historię znacie. Okazało się najpierw ,że mi nic nie działa ,posłużyłam się metodą wyciągnij i włóż , przy czym odzyskałam internet i telewizję...
  Telefon dalej nie działa.
 Już dzisiaj do jednej instytucji dzwoniłam w sprawie z mojego smartfona co było niezwykle denerwujące ale jakoś przewalczyłam. ....Tzn, przewalczyła moja nieoceniona siostra...
  Dzwoniłam do tele2 co jest z moim telefonem. Jak mi kazali czekać 6 minut na rozmowę z technikiem to mnie trafiła jasna cholera.....I trzęsie mnie do tej pory.
  Ja i zdobycze technologiczne, to są jednak dwa światy...
Na dodatek znikł mi Skype. Się nie otwiera i już . Nic.. . No powiedzcie czy można spokojnie żyć na tym świecie...
   W zasadzie dobrze, że pojechałam do tej Gruzji. Bo na moich wymarzonych Karaibach czyli na Sabie, St. Martin szaleje huragan. I zmiata ze swojej drogi wszystko, nawet się nie można chwilowo tam dostać jak donoszą.  Więc pewnie by mnie też zwiał..i przy okazji moje kabelkowe kłopoty...

środa, września 06, 2017

Jak szukałam policji batumskiej i co znalazłam

        Przed wyjazdem do Batumi Nitager mnie poinformował ,że po Morzu Czarnym pływają jakieś - jak on to nazwał ekranoloty  i on tego nigdy nie widział i jakbym to zobaczyła. ...
Poszperałam w internecie i to co budowali Rosjanie i co znalazłam  u wujka google z lekka mnie przeraziło bo ten typ statku transportowego służył wojsku w/g tego co się doczytałam.
  Szukając kas do kolejki liniowej natrafiłam na kasy  na jakieś statki i przy nich poczytałam ,że są organizowane wycieczki "szybkim statkiem "tam i nazad do  Soczi. Niezwykle mnie to zainteresowało ale moja opiekunka stwierdziła ,że potrzebowałabym wizę rosyjska i delikatnie wybiła mi z głowy pomysły wycieczkowe. Zresztą w okolicy nie natrafiłam na żaden ślad jakiegokolwiek "szybkiego statku". Musiałam się zadowolić statkiem wycieczkowym  gdzie pływałam zupełnie spokojnie wokół wybrzeża  ,robiąc zdjęcia słynnym tabletem  aż do jego zagubienia. Marynarze ze statku , którym płynęłam poradzili mi ,żebym się udałą na policję, posterunkowy też machnął ręką w kierunku ,że tam jest posterunek i ja biedna poszłam sama... Posterunku nie znalazłam , za to natknęłam się  na taki oto stateczek. To on pływał do Soczi
Nitager - zdjęc tego stateczku mam więcej z różnych stron ale nie wiadomo dlaczego mam z nimi kłopoty ,nie mogę ich zamieścic.  jak urżedowałam przy nim z telefonem panowie tam pracujący przyglądali mi się z lekkim zdziwieniem ... no cóż oni się dziwili a ja nie jestem w stanie całego urobku fotograficznego z tego dnia odtworzyć.....