Moja lista blogów

poniedziałek, lipca 10, 2017

Terażniejszość i czasy PRL

               A wszystko  z powodu Trumpa.
Piotr napisał coś na temat  wizyty Trumpa w Polsce. Pod jego wpisem rozgorzała dyskusja - a , że tam piszą przeważnie ludzie, którzy mają coś do powiedzenia, prezentują różne postawy itp itd.
Aż - przeze mnie szczerze muszę się przyznać dyskusja zeszła na na pewno nie przewidziane przez Piotra tory..
 Bo nagle zaczęło się mówić o czasach PRL. Gdzie większość dyskutantów przeżyła swoje młode lata i każdy wie jak było.

    Niniejszym wszem i wobec  odpowiadam rożnym panom.

   Postaram się jasno wytłumaczyć o co mi w gruncie rzeczy chodziło.

  Punkt pierwszy - nie uważam ,że w tamtych czasach wszystko było złe. Ogromnym wysiłkiem społeczeństwa podnoszono się z ruin wojennych .

  Były dostępne szkoły, przedszkola , żłobki.  Każdy ,kto tylko chciał mógł skorzystać z  kształcenia , mógł zdawać na wyższe uczelnie, mógł studiować wybrany kierunek. Trzeba tylko było chcieć.

    Dla ludzi ,którzy  nie pochodzili z inteligenckich  rodzin, ze wsi, z malutkich miasteczek i sioł były przyznawane punkty za pochodzenie...Tak się to nazywało ale to były punkty chyba za to ,że ten młody człowiek chce. W rodzinach tzw. inteligenckich z góry było wiadomo, że latorośl musi studiować i tyle.
    Skandalem było jak dziecko nie chciało studiować niczego ....te z rodziny inteligenckiej. Bo on chciał być np introligatorem..:))

   Ja to tak odczuwam. Tak to widzę.
   Poza tym determinacja władz, żeby każdy umiał pisać i czytać ,likwidacja analfabetyzmu ,zelektryzowanie kraju , pobudowanie różnych fabryk  - to moim zdaniem był sukces ówczesnej władzy..
  Budownictwo długo leżało ale ruszyło . Było coraz więcej mieszkań - fakt.  Coraz mniej kwaterunkowych a coraz więcej spółdzielczych i zakładowych....

    Tylko  z tymi mieszkaniami różnie bywało. Bardzo różnie bo bolączka tamtych czasów - korupcja, znajomości bez których nic niczego nie można było załatwić

  Czy ktoś to pamięta ,że w tamtych czasach ,żeby cokolwiek załatwić trzeba było być zaopatrzonym w kawę, koniak albo przynajmniej pralinki...Do jakiegokolwiek biura, urzędu nie szło się bez tych akcesorii.

  Do szpitala szło się z kopertą. Do urzędu miasta , do sekretarki dyrektora . Wiele spraw załatwiono opierając o bufet. A już naprawa jakiegoś urządzenia domowego ,zwykłej rury czy czegokolwiek graniczyło z cudem . Fachowcy wszelcy byli rozpuszczeni do granic wytrzymałości ludzkiej.. Bez piwa nie razbierosz...

  Te mieszkania później po 72 roku budowane miały dużo zalet ( bo przede wszystkim były) i tyleż mankamentów...
7m2  na jeden łeb w rodzinie...

  Nikt mi nie powie ,że był to luksus ,gdy czteroosobowa rodzina dostała po długim oczekiwaniu 40 m2. Dwa pokoje i kuchnia. To nie  są warunki do rozwoju - wybaczcie..
 
 Ja miałam 40- sto metrowe mieszkanie ,dwupokojowe mieszkając już potem tylko z córką. Moja sąsiadka, która nie miała tak dobrze jak ja mieszkała czteroosobową rodziną  w pokoju z wnęka i kuchnia....

   Nikt mi nie powie ,że mieszkanie ze ślepą kuchnią dwupokojowe spełniało jakiekolwiek standardy ...W tym jeden pokój ,gdzie jak się rozłożyło wersalkę  to tylko na tę wersalkę przez skok od drzwi można  było się dostać..bo juz na stopy obok wersalki nie było miejsca.

  Ludzie brali , mieszkali i wychowywali dzieci bo co innego mieli robić ?? Byli przecież szczęśliwi ,że mają własny dach nad głową po kilku latach oczekiwania.

    Co innego z partyjniakami. Ci mieli łatwiej ze wszystkim .I jak w rodzinie był jeden co to jakoś sobie stanowisko w partii wyrobił to pod niego była podwieszona cala rodzina i wszyscy dalsi i bliżsi znajomi.

  Chyba , że jakiś bezpartyjny ale za to fachowiec wysokiej klasy. Jemu też nie było źle pod warunkiem ,że był przynajmniej neutralny i aprobował stan rzeczywisty ..

      O to mi chodziło w moich wynurzeniach.
  Ze wtedy nie było ludzi głodnych?? byli, nie szukali po śmietnikach  co prawda ale radzili sobie w inny sposób...Nie zawsze legalny.

   Owszem była praca ale ta praca nie przynosiła dochodu narodowego. Osobiście w małym miasteczku pracowałam w zakładzie , który dla WZT w Warszawie robił gniazdka do telewizorów , i przetwornice do starych Trabantów. Pracowało w nim 60 kobiet, i 3 mężczyzn. Od samego początku się zastanawiałam po co taki zakład istnieje właściwie. Żeby dać zatrudnienie paru kobietom? Czy działaczom partyjnym nie wiem , bo ileż to po drogach w DDR jeździło starych trabantów. Bo nowe już nie potrzebowały przetwornic. I po co te gniazdka do tv w ilościach śmiesznych były transportowane samolotem z Katowic do Warszawy. Przecież ten transport kosztował więcej niż pensje pracownic. ...
   Owszem była praca ale sens tej pracy był moim skromnym zdaniem żadny... I sądzę ,że takich zakładów było więcej w Polsce  - nie tylko jeden wybryk w moim miasteczku.... Może miały inne profile ale  na pewno były podobne - nie wiadomo po co i dlaczego. Ale praca była....
I pomyśleć ,że zakład powstał na miejscu bardzo porządnego klubu młodzieżowego "Fafik"... Fafika zlikwidowano i tego potworka zrobiono...

   Poprzedni system zdemoralizował ludzi. Do dzisiaj pokutuje chciejstwo, znajomości i państwo musi dać...
  Nie musi moim zdaniem. To  od człowieka zalęzy ile ma inwencji i kreatywności. W tak podziwianej Ameryce pewien pan mi powiedział ,że w zasadzie każdy pracownik jakiejś firmy ma w zapasie inną pracę . W razie czego zwija manatki jedzie pracować na drugi koniec Stanów ,do innego stanu. Żaden problem...

     Będąc na emigracji nauczyłam się ,że nic nigdy nie jest dane na stałe. Życie każdego pracownika polega na ustawicznym szukaniu pracy albo lepszych warunków. Mieszkanie i dom nie są czynnikami , które uziemiają człowieka w jednym miejscu na stałe..

   I bardzo mnie wkurzył pewien komentator u Piotra, który powiedział , że pojechałam sobie do normalnego kraju i się mądrze.
   Pojechałam bo w końcu mogłam wyjechać  i mogłam wrócić. To nie był wyjazd w jedną stronę..
 Świadomość ,że zawsze mogę wrócić dodawała mi sił w oswajaniu nowej rzeczywistości.

    I z odległości widzę, że z gotowych ,dobrych wzorców się nie korzysta jak np rozwiązania w służbie zdrowia a za to ubija się człowieka ,który wiele dla tej służby zdrowia zrobił i robi dalej.

   Jednym słowem , na zakończenie  - z odległości widzę ,że najgorsze cechy Polaków są rozwijane a to co dobre i miłe siedzi sobie cichutko i nic nie mówi.  Bo mu ręce i nogi opadły...

   I pomyśleć ,że to wszystko ,ta cała  moja pisanina to przez Trumpa... czemu ja jakoś faceta nie lubię,,,,,

   



   

19 komentarzy:

  1. Rozsądnie i z dystansem. :)
    A ten Trump to po prostu podły człowiek jest i tyle! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. He... podły ?? Traktuje świat jak swoją fabrykę. Różni nawiedzeni obecnie do głosu się dorwali.
    W sumie ciągnie swój do swego...to odnośnie wizyty w Polsce..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszym kundlom obojętne kto ich swoim blaskiem opromieni - będą się łasić i przymilać, bo oni tak zawsze robią. Gdyby Putin chciał przyjechać, to też by się płaszczyli i ślinili. Takie z naszych "mężów stanu" małe, zapyziałe i zakompleksione ludki. :(

      Usuń
  3. O naszych teraz najjaśniej nam panujących to już nie chce mi się...ja się boję - nie Syryjczyków ,nie islamistów tylko takich właśnie najbardziej...

    OdpowiedzUsuń
  4. W PRL byłem: uczniem, studentem, "fizycznym" (praktyki studenckie), "umysłowym", kierownikiem, urzędnikiem, nauczycielem, naczelnikiem, dyrektorem (z-cą ), i specjalistą. Dlatego moje wyobrażenie jest nieco inne od Twojego. Generalnie nie było tak, że wszystko się załatwiało łapówkami.
    Podam prosty przykład, który temu przeczy. Przy przyjęciu do pracy wymagano kilkunastu dokumentów, były to m.in.: 1/ świadectwo szkolne, 2/ świadectwo z poprz. pracy, 3/ opinie pracownicze lub partyjne, 4/ zaśw. o odbytych kursach, 5/ kwestionariusz osobowy, 6/ zdjęcia 3 szt. 7/ leg. związkowa, 8/ Ks. ubezpieczalni, 9/ zaśw. lekarskie o zdolności do pracy, 10/ ważne (na 1 rok) badanie rentgenologiczne, 11/ skierowanie z urzędu pracy. Wymieniłem tylko te, które pamiętam. Jeżeli ktoś miał wszystkie dokumenty to mógł personalnej pokazać środkowy palec. Z reguły jednak czegoś brakowało i wtedy sprawę załatwiała łapówka.
    Jeszcze gorzej było w urzędach. Przy budowie domu potrzeba było ok. 30 dokumentów, a rekordem było założenie małej fabryczki - ponad 40 dokumentów. Nie będę ich wymieniał, bo nie o to chodzi. Chodzi mi o to, aby nie powielać obiegowych opinii o PRL, bo prawda, jak zwykle bywa prawdą Tischnerowską i jest zupełnie inaczej widziana z różnych punktów widzenia.
    Generalnie masz rację PRL to nie był raj, ale powoli niektóre państwa Skandynawskie do niego się zbliżają. ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie - zupełnie zapomniałam o ilości papierków przy przyjmowaniu się do pracy. I innych "przyjemnościach". Domu nie budowałam , za to inni
    I jak zwykle najważniejsze - musisx mieć xnsjomości wszędzie co zostało w mentalności Polaków do dzis...
    Zresztą - nie chodziło mi o wymieniane wszystkich bolączek.

    Tak na marginesie - była partyjna komórka , gdzie jakis poszkodowany albo nie radzący sobie osobnik szedł i składał skrge na dyrektora, kierownika czy cokolwiek. Pan podnosił słuchawkę ,dzwonił i sprawa była mniej więcej od ręki załatwiona
    Na sposoby były sposoby. :)) Już nie wspomnę o paszportach i wyjazdach zagranicznych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja domu też nie budowałem, jeżeli to ma uwiarygodnić mój komentarz.
      Ta duża ilość papierków wymaganych przez urząd korelowała z dużą ilością świadczeń ze strony państwa. Nie będę wymieniał dziesiątków nieszczęśliwych wypadków za które PRL wypłacało odszkodowania, albo przyznawało rentę inwalidzką (nawet jak komuś nie bardzo chciało się pracować bo mu się środkowy paluszek nie zginał), na które obecny rząd się wypina.
      Piszesz też, a raczej chyba powtarzasz po kimś: "Poprzedni system zdemoralizował ludzi". To prawda, ale też Tischnerowska, bo zanim powstał system to ten symboliczny "Pawlak" z samych swoich zagłosował na ten system 3xtak wiedząc, że będzie mu się to opłacało.
      To prawda, że poprzedni system był zły, ale tak jak z demokracją, na razie lepszego nie wymyślono, czego dowodem są nawet ciche upaństwowienia banków w USA, o UE i Polsce już nie wspomnę.

      Usuń
  6. Wiesz - z tą rentą bywało różnie. Było tak, że zakład pracy nie zgłaszał wpyadku i poszkodowanemu facetowi nie należało się nic, chociaż ylądował w wariatkowie - bez renty i bez odszkodowania..Pracowałamna kopalni i wiem jak to szło...
    Było również tak ,że ludzie mając tę możliwość nadużywali swoich praw jak piszesz - i tu daje znać o sobie właśnie - kombinatorstwo i znajomości..
    Ta ilość papierów była też potrzebna do kontroli pełnej ze strony państwa.
    Powiedzmy sobie szczerze - to co było w PRL to nie była demokracja. To co jest teraz też nie. Teraz ja nie wiem co to jest w Polsce ale z demokracją to tteż ma mało wspólnego.
    I popatrz - dalej w mentalności się nic nie zmieniło...
    Na ekonomii się nie znam - jednak moje pieniądze składam w bankach państwowych - tak na wszelki wypadek...:))
    Pawlak tym razem zagłosował na 500 + i dał się kupić...a dzieci i tak rodzi się coraz mniej - więcej małych Polaków przychodzi na świat w Europie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Renatko. W kopalniach rządzono się nieco innymi prawami, śrubowano normy, nie przestrzegano przepisów bhp, a potem wiadomo. Sukces ma wielu ojców, porażka (czyli wypadek) jest sierotą.

      Usuń
    2. Terazu Piotra i Leszka zauważyłam Twoje pytanie i stwierdzenie, że 1984 roku wprowadzono przymus pracy.
      Czy mógłbyś mi wyjaśnić do kogo on był skierowany?
      Tak jak tam pisano ,że w 70- tych latach powstała jakieś biuro ,gdzie bogaci(tzn, kto ?) mogli sobie kupić mieszkanie..o czym ja się dowiedziałam dopiero wczoraj. Wtedy, gdy ludzie włamywałi się do mieszkań bo nie mieli prawa w danym mieście mieszkać, jeszcze nie było spółdzielni - ja o tym nie słyszałam. I chyba ci skromni ludzie też nie... Poza tym ,kto wtedy był bogaty w Polsce... retoryczne pytanie...
      Jako tkiego bezrobocia nie było. Ja pisałam o casach od wojny do lat 90-tych . Inni być może brali pod uwagę ostatnie lata przed solidarnościa..nie wiem
      Ja tylko wiem , że - jako kobieta bez zawodu wykonywałam pracę czasami dość śmieszne. We wspomnianym zakładzie ,tuz przed moim zwolnieniem się z niegow roku 80- tym ,cięłam wraz z koleżankami druciki i obciągałam koszulki. To była cała nasza praca. Jedyny technik ciąl druciki na 20- cm kawałki a my obiągałyśmy koszulki z nich obcązkami. Najpierw trzeba było zrobić 900 drucików, potem 300 a pod koniec mojej pracy udało się to może sto:))
      Ponieważ wszyscy tam piszący jak i Ty mogą się pochwalić jakimś zawodem , są specjalistami w jakiś dziedzinach to oni to widzą inaczej. Ja ,jako kobieta pracująca bez zawodu widzę to inacej...

      Usuń
    3. Sporo racji jest w tym co piszesz. Bo faktycznie w dużych miastach, jak u mnie w Łodzi, dość łatwo było zdobyć wykształcenie, zawód, pracę i nawet mieszkanie. W małych miasteczkach pewnie było z tym gorzej.
      Bogatych ludzi było sporo, ale musieli się ukrywać ze swoim bogactwem.
      Tak jak pisałem u Piotra wszystko zależało od tego jaki okres PRL mamy na myśli. Pamiętam jeszcze czasy przed Gomułką, które bardzo się różniły od późniejszych, bo np. szynka i czekolada była w każdym sklepie, ale nie było pracy i pieniędzy.

      Usuń
  7. Proste "za" i "przeciw" tego tematu nie rozstrzygnie. Nie ma, że "czarne" albo "białe" bo były plusy i minusy podobnie jak i teraz są. Nie istnieje raj na ziemi. Też jednak protestuję za potępianiem PRL-u w całości. Wielu z nas przeżyło w tym czasie swoje szczęśliwe i beztroskie dni, wychowało siebie i swoje dzieci bez uszczerbku na zdrowiu i rozumie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie rozstrzygnie - masz rację. Jednak jakby nie było - dobrze jest spojrzec wstecz bez zacietrzewienia jak i pilnie obserwować terażniejszość...

    OdpowiedzUsuń
  9. Podpisuję się pod wpisem Bet - w tamtej rzeczywistości sie urodziłam, wychowałam, innej naonczas nie znałam. Za granicę moi rodzice nie jeździli, nawet na wczasy w Bułgarii (czego zazdrościłam koleżankom piętro wyżej). Ale to były lata mojej młodości dlatego mam ciut sentymentu. Natomiast w rozważania polityczne nie chcę wchodzić. I tyle

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja wchodzę byc może niepotrzebnie. Czasem mnie jednak ponosi...Nie wierzę ,że Ciebie też nie.. jako rasowy dziennikarz Aploityczny możesz zdobyc sie na nie zabieranie głosu. Mój temperament chyba mi nie pozwala...Obojętnie gdzie czy pracowałam w tym głupim "drucikowym" zakładzie , czy gdiekolwiek zawsze musiałam się emocjonalnie zaangażować. Inaczej nie potrfię. Jeśli chodzi o politykę - osobiście się nie angażuje ale lubię wiedzieć c w trawie piszczy. Bo zawsze to co wymyślą politycy z obojętnie jakiej opcji odbije się czkawką u normalnego szaraczka...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo osobisty i rozważny tekst o PRLu, w którym wielu upłynęła młodość, a tak prawdę powiedziawszy to życie zależne było i będzie od od wodzów mądrych lub głupich na górze. Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  12. Tia- mądrych wodzów, głupich wodzów...nie wiem - nie jestem przekonana.
    Życie pojedynczego człowieka wydaje mi się , że zależy od niego samego...
    A wodzowie- kto ma właściwie rozsądzać czy oni są mądrzy czy głupi...

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie do końca "życie pojedynczego człowieka zależy od niego samego", bo nie żyje on w próżni. Musi się zając starymi rodzicami, chorym członkiem rodziny, bo dobrych domów starców, czy opieki nie ma. Na prywatne jeżeli istnieją nie każdego stać. Pewne rzeczy zbyt uogólniasz. O tym czy wodzowie są mądrzy czy głupi świadczą ich decyzje. Te mądre dotyczą wszystkich obywateli, te głupie służą tylko wybrańcom. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak. masz rację - uogolnilam być moze za bardzo ale .. No przecież to co się dzieje aktualnie to wybor Plaków. To oni wybrali tych ludzi , bo im "ciepła woda w kranie " nie pasowała. Więc jak to - ludzie mądrzy wybrali sobie polityków głupich?. Nie - wybrali sobie polityków na miarę siebie...
    Są dobre i mniej dobre domy starości ,są różne możliwości..
    Osobiście zmagałam się z problemem .. I jest mnóstwo ludzi dobrej woli.
    Sa rozwiązane prawne gdzie - jak to w Polsce - trzeba pochodzić i mnostwo papierkowej roboty załatwić ale się da.
    Sama przez to przechodziłam osobiście i wiem ,że się da. I nic tu nie pomagało czy ja mieszkam w Polsce ,czy w Holandii a raczej to ,że mieszkam w Holandii przeszkadzało .. Bo jednak nie jestem bogata i oczekiwanie na jakies profity ze strony "pomagającej " mi osoby były mocno przesadzone.
    Całe mnóstwo od nas samych zależy ,cale mnóstwo. W prózni się nie żyje - fakt.
    Ale wybrańców wybrał naród ponoć - mądry czy głupi??

    OdpowiedzUsuń