Moja lista blogów

środa, czerwca 07, 2017

Refleksje na temat poprzedniego wpisu...

                         Każdy zapewne się zapyta co mnie skłoniło  do pracy " na saksach"  w niesprzyjających okolicznościach natury.
   Nie miałam zamiaru ani tu zostawać ani się aklimatyzować . Zamysł był prosty - przepracować trzy miesiące, no może rok i wracać . Tylko się tak porobiło, że nie miałam gdzie wracać...
  I tak tkwiłam.. Zawieszona w próżni  , pracując w luksusowych warunkach ale na czarno ,bo wtedy jeszcze Polska nie była w Unii , obowiązywały inne przepisy i nie miałam wyboru.
  No dobrze.
 Wyjeżdżając z Polski wiedziałam, że nie będę siedzieć za biurkiem i niszczyć sobie kręgosłup ( praca siedząca bardzo niszczy). Nie znając żadnego zachodniego narzecza moje szanse na jakiś porządny job były żadne.
    Więc chwytałam się różnych prac, które były dla moich rąk dostępne.. Na czarno.
Papiery jakieś zdobyłam dopiero ho,ho,później ... Co było okupione też wielkim stresem  ale nieważne...
  I wtedy zaczęłam poznawać realia pracy i systemu pracy w Holandii bo jak tylko mogłam już to priorytetem dla mnie było praca na biało..
  Od zawsze przecież wiedziałam , że jeśli możesz liczyć na kogoś to najlepiej licz na siebie i to mi się zawsze  sprawdza....

System pracy wtedy był taki - już Polska weszła do Unii i Holendrzy otworzyli rynek pracy , najpierw w sektorze zielonym.
 Zgłaszało się do uizentbureau jakiegośs najlepiej jednak z veblijst dokumentem, CV i podpisywało się umowę z biurem na uizentbureaukrachte.
  Pośredniak szukał ci pracy. Praca dla niewykwalifikowanego pracownika była no gdzie - przy sprzątaniu szkół, biur, i bungalowów albo przy porach, szparagach cy rabarbarze ( czy pisałam już ,że maczetą cięłam rabarbar???))) Albo na zmywaku ,albo jako pomoc kuchenna albo śmieszne inne prace....
   Żeby się dostać  - jak w moim przypadku do DHL na dłużej trzeba było mieć szczęście i  zawziętość no i trochę mówić w jakimś narzeczu...
     Ja nie wybierałam - szłam tam pracować gdzie mi pracę oferowali.
 Nie zgrywam intelektualistki , nie sadzę się na to ,że jak mi się to powiodło czy nie  - uważam ,że zrobiłam wszystko co w mojej mocy ,żeby się samej utrzymać , zdobyć trochę stabilizacji , mojej własnej  niezależnej od nikogo...
 Wracając do zasiłków i systemu pracy.
   Jeżeli przepracowałaś   ciurkiem 10 miesięcy i nagle nie znalazłaś  ciągu pracy to miałaś prawo  do tzw. www.uitkieringu. Opiewał on na trzy miesiące i  dostawałaś 75% uzyskiwanych poprzednio zarobków.
 W międzyczasie byłaś zobowiązana do szukania pracy, zwiedzania wszelkich pośredniaków, a jeśli w międzyczasie wykonywałaś jakąś pracę w niewielkich godzinach , do musiałaś się rozliczyć co miesiąc z zarobionych pieniędzy i one były skrupulatnie odliczane od zasiłku....
  Jeżeli dalej nie znalażlaś pracy to miałaś prawo do tzw. bijstand uitkieringu. To był te same pieniądze, na tych samych zasadach ( w czasie mojej kariery zawodowej dostawali to tylko osoby zameldowanie i z holenderskim dokumentem) Też  comiesięczne rozliczanie, też obcinanie i zamieszanie w finansach bo ja durna byłam  - nie musiałam a jednak kurcze szłam do pracy już dawno po karierze w DHL i już dawno przekroczywszy wiek  "mobilny" dalej usiłowałam znaleźć sobie zajęcie)
  Gdy osiąga się 65 rok życia dostaje się AOW uitkiering co można  przetłumaczyć jako pomostową emeryturę. Te same pieniądze ale już nie muszę szukać pracy i mogę opuścić Holandię na trzy miesiące ...
  W międzyczasie znalazłam sobie tę Maksimnę. I pracuję , uczę się jako vrijvillige czyli w czynie społecznym. I sprawia mi to czasem dużą frajdę. Czasem dostaje  jakąś premie ale mnie nie o to chodzi.  Mam co robić i uczę się żyć w wielokulturowym społeczęnśtwie.
  Zapytacie być może dlazego ja się niby tak męczyłam . Przecież gdzieś indziej być może  było łatwiej .Powiem tak - ja się nie męczyłam. Wszystk co  robiłam z przyjemnością.. no może jednak szkół nie za bardzo lubię sprzątać to też tego nie robię...
   Nie wiem - ja się czuję w Holandii bezpiecznie. Wiem, że co by się nie stało , odpowiednie organy mi pomogą.
Są przepisy,które i państwo i ja musimy przestrzegać . Jeśli się trzymam swojego jest ok...

   Przyzwyczaiłam się.  Mogę psioczyć na takie czy inne rozwiązania. Ale w ostatecznym rachunku uważam ,że dla mnie te rozwiązania są dobre.

     Mam tylko do siebie pretensje... I to jest mój kompleks ale już nic ż tym nie zrobię. Że jednak nie pokusiłam się do  zdobycia wykształcenia, że wykazałam bardzo mało ambicji....
  Ale szczerze - nie za bardzo nad tym cierpię ....już..:))




10 komentarzy:

  1. Nadmiar ambicji bywa zabójczy. Coś o tym wiem.

    Ale poważnie z tą maczetą? Bo o szparagach kojarzę, ale maczety nie!

    A w ogóle to co się ostatecznie stało z... "damą" z futrze?

    OdpowiedzUsuń
  2. Chodzi ci o Kurew?? A kiedyś napiszę..Kurczę - poświęce cholerze jeden post.
    Jeśli chodzi o rabarbar to było w czasie przymusowej przerwy w DHL i pośredniak mnie ksierował do przesympatycznego bauera ,który uprawiał rabarbar. Dwa tygodnie cięłam taką długą, ostrą maczetą. Całkiem fajna robota, gdyby nie wyścigi innych Polaków. Mój plus był, że trochę dziamałam po limbursku a one nie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No o Kurew, rzecz jasna, ja tylko chciałam być subtelna jak ten kefiatuszek :D

      Usuń
  3. Dama w futrze, Dama z maczetą i rabarbar. To świetny tytuł na powieść sensacyjną.
    Rozwijaj wątek!
    Bardzo mi się podoba, że jak mówisz: "robiłam to wszystko z przyjemnością". I o to chodzi!

    OdpowiedzUsuń
  4. wiesz - piszę sobie takie wpsomnienia i rozważania ale tematów na książę mam sporo. Tylko talentu brak:))
    Mam temat na kryminał (wyśniony), romans kryminalny czy kryminał romansowy czy tam jeszcze cós. temat fantazy też by się nzalazł...
    A tak jakoś mam ,że lubię się angażować w to co robię, choćby najgłupszą prace. Dlatego tez nigdy żadna praca nie była dla mnie ani ujmą ani dopustem bożym. Jeśli jeszcze przekładała się na pieniądze ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Klik dobry:)
    Najbardziej podoba mi się to: "Wiem, że co by się nie stało, odpowiednie organy mi pomogą."

    Ja tego nie mogę powiedzieć. Wiem, że cokolwiek się dzieje, to żadne organy mi nie pomagają. Może... sąd, ale tam czeka się latami.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nederland - mijn liefde.
    Wpdnij kiedyś do Kijkduin – co za uroczy grajdół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm bywasz tam czy mieszkasz tam...??

      Usuń
  7. Ha - jak tak czytam i oglądam to co się w Polsce dzieje to na samą myśł, że trzeba tam pojechać dostaję gęsiej skorki.
    Sama walczę z Zusem od pażdziernika ubiegłego roku.. I nic..
    Za to jak czytam ZUS zabiera się za strajk..
    I dalej państwo POlskie okrada mnie regularnie na 50 eu...Bezprawnie bo wszystkie czynniki mówią ,że składkę zdrowotną mam płacić tylko w jednym kraju....

    OdpowiedzUsuń