Moja lista blogów

piątek, stycznia 19, 2018

O aborcji, o skandalicznym głosowaniu , o Owsiaku i tam takie bajdurzenie

        Przelała się fala dyskusji na temat aborcji, o odrzuceniu wniosku obywatelskiego, o opozycji ( taka w Polsce jest?) o in vitro i aborcji.....

      Moim  zdaniem    piszę do wszystkich przeciwników  aborcji -  kobieta też człowiek.  Nikt nigdy nie powiedział ( chyba ,ze jak to określiła Doda gdzieś w Biblii jakiś święty , napalił się jakiś ziół i   napisał ,ze kobieta to już za sam fakt ,że urodziła się kobietą powinna być karana) hmmm. No cóż pewnie ten święty miał jakieś genderowskie ciągoty i podejrzanie kochał zwierzęta...
   Współcześnie Korwin Mike wsławił się na forum europejskim osławionym tekstem o kobietach o mniejszym rozumku gdzie do dzisiaj w kabaretach niemieckich skutecznie się z niego nabijają....

    Mniejsza o Korwina i świętych. Medycyna od bardzo dawnych czasów porobiła postępy,  tak jak i osławione babki były znane od niepamiętnych czasów bo przecież jak wiadomo  - różnie to nawet z hrabiankami bywało...

       Skoro są środki antykoncepcyjne ,skoro  są prezerwatyw(okazuje się ,że w dobie AIDS niezwykle potrzebne) i żadne z tych środków nie daje 100 procentowej gwarancji nie zajścia w ciążę to niestety i kobieta i mężczyzna musi się liczyć z konsekwencjami "chwilowego zapomnienia"...
       I moim zdaniem za wszelkimi aborcjami " na życzenie" stoi mężczyzna( no, może nie za wszystkimi ale za dużo, duuuużo),bo to nie ten czas, bo co będzie jak żona się dowie, bo nie stać nas na następne dziecko , bo nie chcę mieć dzieci itp bardzo racjonalne  ,bardzo  dobrze wyważone argumenty...

   Teraz dzieci, ,czy płody rozpoznane jako uszkodzone, z zespołem dauna czy jakieś inne schorzenia...

   W tym wypadku nie ma przecież nakazu - jeśli rodzice chcą się zmagać z chorobą tego dziecka, jeśli ich stać na to i czują się na tyle silni ,że dadzą radę i pomimo wszystko chcą mieć to dziecko to nic nie stoi na przeszkodzie...A jeśli nie ??   Dlaczego ma się kobietę ( bo to niestety ona musi urodzić ) zmuszać do rodzenia chorego dziecka....Kobieta wie ,kiedy da radę  a kiedy nie..Co powiedzieć matce pięciorga dzieci ,która dowie się ,że to następne będzie chore???

   I  w takiej sytuacji ,jeśli kobieta decyduje się na aborcję powinna  ona - moim skromnym zdaniem być refundowana przez  NFZ .Bo jedno chore dziecko kosztuje więcej ni jedna skrobanka. I być może jeden związek uratowany bo jeszcze zwykle jest tak, że tatuś po zmaganiach z chorym dzieckiem nie wytrzymuje psychicznie  i daje w tył zwrot zostawiając matkę samą z problemem. Dobrze jeszcze jak alimenty płaci...
 Podziwiam kobiety ,które decydują się urodzić chore dziecko . Walczą o zdrowie ,szczególnie w warunkach polskich gdzie 500 + przecież nie załatwi wszystkiego...Ale też niech mają wybór - nie przymus.
  Usuwana ciąża " na życzenie " nie powinna być refundowana. Takie moje zdanie drobne - jakieś konsekwencje nieodpowiedzialności trzeba ponieść .Ale zmuszać kogokolwiek do rodzenia  jest zbrodnią.
Organizm kobiety jest tak zbudowany ,że przeważnie chce tego dziecka obojętnie jest czy on chce czy nie chce. jednak kobieta wie na ile ją stać . Mówimy o kobietach a nie bezmózgich...
   Bardzo często nie ma wyboru jednak...

In vitro - nie rozumiem o co ta cała dyskusja i po co w ten spór wtrąca się kościół i jakieś pro live.
  Po to są badania naukowe proszę kościoła ,żeby pomóc ludziom żyć(ja tu nie mówię o naukowcach co z bronią atomową  eksperymentują)...
 Jedne  cierpią na nadmiar (głośna sprawa amerykańskich rodziców ,12 dzieci !i wszystkie żyjące w traumie)czy dzieci w Polsce w beczce, zabite, inne cierpią na ich kompletny brak. Albo partner ma coś z plemnikami albo ona z jakichś powodów nie. In vitro jest ratunkiem... I powinno ,może niezupełnie ale chociaż w części refundowane...Tutaj nie mam wątpliwości...

  I lubi panowie - chętnie dyskutujecie o tym czy za ,czy przeciw , o odpowiedzialności ,o  byciu kobietą a może w końcu zechcielibyście wysłuchać kobiet. Bo to tylko one zbierają żniwa swojej i partnera nieodpowiedzialności.

   Kobieta podobno jest od rodzenia . Nikt jej się nie pyta czy chce czy nie chce. Ja już nie mówię o dzieciach z gwałtu czy jakiś innych, strasznych wypadkach. Wielka dyskusja o aborcji  gdzie tysiące dzieci wojen rożnych są pozostawione same sobie i nikt , nawet zagorzali antyaborczycy( o ,ale mi się fajne słowo udało) nie interesują się ich losem ,ich traumą ,bo nasza chata z kraja a to wszystko ciapate....nie nasze  nie polskie itp podobne brednie....

    Owsiakowi każdy jeden minister zdrowia w Polsce powinien buty lizać ,każdy polityk od lewa i prawa ręce całować bo on więcej dla służby zdrowia zrobił i robi niż wszystkie ministry razem wzięci a nie powinien. Bo od tego jest służba zdrowia i .......(.tu użyłam brzydkich wyrazów ) NFZ ,żeby sprzęt kupować, bo od tego jest służba zdrowia ,żeby organizować kursy pierwszej pomocy, nie Owsiak. Za to ,że to robi sypią się gromy a szczególnie wsławił się niejaki Jaki. Już nie wspomnę o jednej przekupie...
Jaki - jak ci nie wstyd - Masz chore dziecko ,które przez całe życie będzie zależne od Ciebie i służby zdrowia będzie zależało jego istnienie. I nigdy nie wiadomo czy zawsze będziesz na topie - może się zdarzyć ,że możesz być  bezrobotny bo koneksje się skończą np . I wtedy być może Owsiak będzie dobry???
Albo bo znany jesteś z wrednego charakteru znudzi ci się zmaganie z kłopotami związanymi z dzieckiem i pójdziesz sobie w siną dal zostawiając żonę i dziecko... bo co ,, tak najłatwiej.....
    Jednym słowem - ulało mi się .....

 





   

czwartek, stycznia 11, 2018

Z czego śmieją sie Holendrzy i z czego śmieję się ja...

         Na początek cytaty z kabaretu holenderskiego...

 Przychodzi baba do lekarza..
- panie doktorze, ja właściwie to zdrowa jestem ale chciałabym powiększyć biust..
- ach ,wie pani ,mam świetną metodę bezinwazyjną chirurgicznie ,na pewno to pani pomoże rozwiązać problem.
- mianowicie????
- codziennie o godz . dwudziestej będzie pani ruchem posuwistym masować piersi  śpiewając przy tym  "ach jak mi dobrze jest w pozycji tej " itd...

Pani zadowolona poszła .Siedzi sobie w knajpeczce .Nagle patrzy - o, dzwudziesta ,więc zaczyna masować sobie te piersi i śpiewać" " och jak mi dobrze" ,kiedy do knajpy wchodzi facet i masuje  klejnoty śpiewając przy tym  dingilaj,dingial talal dingilaj....


   W galerii sztuk wszelakich dystyngowana  starsza pani zwiedza galerię w towarzystwie swojej córki. Staje przed obrazem i głośno krytykuje - 
- mój Boże, jaki bohomaz, zupełny brak proporcji, kolorystyka tych ubrań na portrecie tragiczna,  to nie  ma nic wspólnego ze sztuką....
- mamo - szepce córka to ucha - to jest lustro !
 
      Do poczekalni u lekarza wchodzi mężczyzna zleekka widać zdenerwowany. W poczekalni już siedzi inny pan i czeka na zaproszenie do lekarza.  Zobaczył nowo przybyłego i żeby się nie nudzić pyta
-  co panu dolega? z czym tu pan przychodzi
- ach pozwoli pan , że jednak zachowam to dla siebie i doktora bo to krępujące jest
-ależ dlaczego - w końcu jesteśmy mężczyznami
- no wie pan ,mam na penisie taką czerwoną obwódkę - mówi bardzo zażenowany delikwent.
- no i nie ma się czego wstydzić , ja z tym samym przychodzę! po czym pan ciekawski został wezwany do lekarza.
Wychodzi z podniesioną ręka i mówi do  zażenowanego - nie ma strachu -,wszystko jest w ok..
Po czym pan  zażenowany został wezwany do lekarza . Pan doktor jak zwykle zapytał co panu dolega, pan zażenowany powiedział i pokazał na co po obejrzeniu korpusu delicti doktor zafrasowany mówi :
- oj, bardzo to nieładnie wygląda, załapał pan brzydką chorobę. Bez penicyliny się nie obędzie, terapia będzie dość długa...
- ależ jak to , ten przede mną miał to samo i powiedział, że to nic takiego!
- ach ten , ale to była szminka!!!

A  czego śmieję się ja?/?
 Oprócz dowcipów mniej lub bardziej śmiesznych z  holenderskich kabaretów  śmieję się z siebie.
Bo jednak wydawało mi się ,że da się porozumieć z NFZ w sprawie składek na ubezpieczenie zdrowotne. Jednak nie udało się póki co doprowadzic mi sprawy do pożądanego  końca. Historia trwa już dwa lata ....I sobie trwa .Można umrzeć ze śmiechu. Każdy list z NFZ zaczyna się od śłów , że od 2014 roku płaci się składkę zdrowotną tylko w jednym kraju EU i oni stoją na straży moich praw obywatelskich itp podobne bzdety.
 SVB  katuje mnie rozliczeniami z całego mojego  życia pracowniczego i które w końcu  podobno zostały przesłane do NFZ..
Przed świętami NFZ przysłało mi pisemko ,że  ponownie zwróciło się z prośba . Czyli papiery z SVB idą przez Kamczatkę , albo pieszo hmmm...
Obśmiałam się jak norka...

Z czego się jeszcze śmieję? No cóż , nowiutka drukarka odmówiła mi współpracy ( a ja nic, tylko coś muszę drukować) . Ja siedziałam i kombinowałam, obie z Dagą siedziałyśmy i kombinowałyśmy - nic  - pupa blada, Jak  się cholewka jedna zawzięła tak  powiedziała - nie będę pracować i już -  i nie pracowała. Przyjechał siostrzeniec i zabrało mu dziesięć minut uruchomienie mojego sprzętu . To się w pale nie mieści jaka jestem kaleka techniczna....

   I jeszcze - okazuje się ,że można zupełnie nie świadomie wkładać kabelek nie do tej dziurki....

I to by było na tyle w sprawie dobrego nastroju na początek roku :))


środa, grudnia 27, 2017

Rozprawka pseudo psychologiczna - Święta

                zaznaczam ,że piszę wyłącznie o moich własnych odczuciach, uczuciach i przeżyciach. Nie generalizuję , nie mam pretensji do wszystko wiedzącej osoby, nie upieram się ,że tak jak ja czuje wiele innych osób (ale być może znajdzie się parę co chociaż w części mają podobnie, bo świadomość ,że się jest jedynym co to pod prąd  znowuż tak bardzo budująca nie jest).

       Jak byłam dzieckiem nie znosiłam Świąt. Miałam trudności ze składaniem życzeń, przytulaniem się do ciotek itp, całowaniem w powietrze i głaskaniem  mnie po głowie  z jednoczesnym odsyłaniem mnie do stołu z mniejszymi dziećmi.

   Poza tym podobno byłam niejadek a zapach kiszonej  kapusty do dzisiaj mnie zresztą nie kręci..

   Poza tym Mama zwykle była tak zajęta , że w domu ateistycznym  w Wigilię obowiązywał do czasu wspólnej wieczerzy ścisły post. Ona nie miała głowy do codziennego rytmu jedzenia bo wszystko będzie wieczorem.

  No i wieczorem u mnie następowała katastrofa.

Najpierw Łamanie się opłatkiem -  podniosłość tej atmosfery , te życzliwe życzenia przyprawiały mnie o gęsią skórkę. No bo co to za życzenia - żebyś się dobrze uczyła...np...

   Potem następowała zupa grzybowa którą lubię do dzisiaj ale na głodny żołądeczek zapełniany szybko owocowało nie zjedzeniem drugiego dania, tym bardziej ,że tam była znienawidzona kapusta z grochem albo z grzybami ,w której tylko grzyby lubiłam no i na dobitkę kompot z suszonych śliwek ,który mi nigdy nie smakował. Niejadek byłam i to wybredny - co innego chleb z masłem i dżemem ::)) bo to mi przechodziło przez  gardło bez problemów chyba do 14-tego roku życia.
    Przysięgam ,że nie pamiętam z dzieciństwa czy były prezenty pod choinką czy nie. Naprawdę ni pamiętam - te były jak już byłam dorosła i miałam swoje dziecię...
   A potem następowały dwa dni dla mnie takie totalne lenistwo i te dwa dni mogłam czytać do woli bo nikt na mnie na szczęście nie zwracał uwagi chyba ,że trzeba było pójść z wizytą ,czy pojechać. Chyba, że byli goście i trauma świąteczna powracała...

 Myślę teraz, że mój dom rodzinny był zimny chociaż wszyscy się kochali ale nikt nie potrafił swych uczuć okazywać ...Pozą tym - rodzice prawdopodobnie mieli swoje problemy i te ukryte przed dziećmi problemy dawały się podwójnie wyczuć właśnie  w okresie świątecznym...

   Nie - święta to nie było to na co Renatka ( bo tak mnie nazywano w rodzinie) czekała cały rok.

W dorosłym życiu było różnie. Starałam się dla córki mieć tę choinkę i gwiazdkę, i zwyczajnie bez nerwów i stresu przeżyć te święta. Bo zawsze był ten stres - bo wszystkie pucowały okna ,szkła kryształy i co się dało , zdobywało się dobroci świąteczne w ten czy inny sposób i szykowało się prezencik dla córci i dla rodziny - bo ja ,jako osoba samotna z dzieckiem bywałam u siostry ( bo ta miała wtedy najlepsze warunki mieszkaniowe) rodzina się zjeżdżała i było sympatycznie. Ja co prawda nie uczestniczyłam w większości przygotowań ale za to drobiazgi dla rodziny pod choinkę.... No i byłam dostawczynią trudno zdobywczych produktów. Było dobrze bo jakoś czułam się u siostry ok. Bez przesady ale miło.

  Wyjechałam i na szczęśćcie trafiłam do Holandii - gdzie nie byłam zobowiązana do podtrzymywania żadnej tradycji i jakby na kolację wigilijną była chińszczyzna to i tak by nikt nie miał do mnie pretensji.

 Za to zaczęła mnie denerwować komercja - miasta i wystawy przystrojone świąteczne ,liczne Mikołaje i wszechobecne dinigilaje doprowadzają mnie do  szału.
   Tu nie znają opłatka, tu nie ma histerii gospodyń domowych na przeróżne tematy świąteczne. Pewnie  w domach holenderskich jest tradycja ichnia świąteczna nie przez wszystkich przestrzegana i zupełnie inna niż u nas .

  W tej chwili nic nie muszę na szczęście. Radio i tv mogę wyłączyć,mogę świętować i nie muszę...

  Jeśli ma przyjechać moje dziecię czy siostry dzieci, to się staramy zrobić święta chociaż troszeczkę po polskiemu...

 Od kiedy jestem na obczyźnie - owszem ,gdy spędzałam święta z  Holendrami  odpuszczałam sobie takie coś jak opłatek  itp katusze wigilijne - miałam inne - czy ten królik będzie smakował itp, itd...

   Teraz nic nie muszę i całe szczęście. Oglądam w tv głupie filmy świąteczne bez jakiś wyższych uczuć ,rożne romanse i komedie ,czytam co mam pod ręka i jestem cała szczęśliwa ,że jak dla mnie - święta mijają obok a ja mam święty spokój. Owszem - mam swoje wzruszenia . wigilię spędziłam z siostrą przed telewizorem gdzie dawał koncert  z Londynu  Andree Rieu ,którego to jestem fanką i obie miałyśmy ucztę duchową pełną wzruszeń...Natury jednak nie świątecznej...Po prostu jak zwykle u Andree - świetny koncert pełen  muzyki, dowcipu i radości . i wzruszeń..

   Dlaczego o tym piszę. Fb, i na blogach panuje świąteczny nastrój, wszyscy wszystkim składają życzenia co samo w sobie nie jest złe przecież a nawet miłe .   Jakby to powiedzieć - przesyt nie jest dobrą sprawą..
  Osoby bardziej wrażliwe, czy cierpiące na samotność ,czują się chyba bardzo niekomfortowo. Ja nie ale ta podniosła atmosfera świąteczna, ta powszechna życzliwość na dwa dni , te wszystkie akcje dla samotnych ,dla biednych jednorazowe akcje  są lekko dla mnie nie do przyjęcia. Bezdomny potrzebuje kąta nie raz w roku ale stałego miejsca...biedny potrzebuje wsparcia nie jednorazową paczką ale potrzebuje wędki  bo Rybę sam złapie.
 
 Pod tym względem święta są dla mnie pełne hipokryzji i moich złych emocji. W moim odczuciu - czym więcej błyskotek, czym większa choinka , czym pełniejszy stół tym zimniejsze serce.

  Podobno święta te mają wymiar religijny ( nigdy w życiu nie byłam na Pasterce). nie wiem  -z obserwacji moich mi wynika ,że w tym całym galimatiasie świątecznym  o Bogu nikt nie pamięta. Nawet księża...

  Ja nie muszę świetować - dla mnie to tradycja ale skoro jest jak jest - często święta spędzam sama - chciałoby się tak troszkę umiaru.

  W tym roku miałam bardzo dobre święta , ten wigilijny koncert , oglądałam co chciałam i czytałam co chciałam . Spotkał mnie też zawód  - bo córka nie przyjechała . I ją rozumiem - na jej miejscu też bym się nie ruszyła - kot jest bardzo chory i nie może go zostawić w obcych rękach...

   Było też wesoło bo  siostrunia miałą aż dwie Wigilię . I to też było fajne - dla niej bezcenne.

Kiedyś kombinowałam ,żeby gdzieś wyjechać na okres świąteczny. Jednak - hmm na widok Mikołajów i gwiazdek latających pod palmami chyba pękłabym ze śmiechu.. Komercja mnie dobija...

   Chyba kiedyś się wybiorę wygrzać gdzieś kosteczki . Jak najdalej od świat, karpia ( no karp mi nie przeszkadza bo akurat lubię) ale nie musze go jeść wyłącznie 24 grudnia. Inne daty też są do przyjęcia...

    Może jakby tak mniej pompy a więej faktycznej zadumy obojętnie co jest na stole to byłoby milej??? Nie wiem - nie mam zdania bo jednak tradycja też ma swoje znaczenie choćby dla rodziny.

Jak nasze dzieci zjeżdżają obojętnie z którego akurat zakątka  świata to  pytają się o tego nieszczęśnego karpia itp . Też nasiąknęły tym  czymś co się nazywa Magią Świąt? Albo jadą do mamy ,która  akurat w tym czasie kojarzy się z tymi smakami.??



   



poniedziałek, grudnia 18, 2017

Nie lubię poniedziałków

               A ten mnie ździebko zdenerwował.

Najpierw pojechałam do sklepu i znowu zapomniałam kupić cukru a miód mi się definitywnie skończył...
   Załadowałam zakupy na rowerek już troszkę wściekła bo wydałam więcej niż się spodziewałam ( bez cukru) i jadę. Nagle coś mi pode mną stuka , torba mi spadła i stwierdzam ,że mam klasyczna panę w tylnym kole...

   Moje plany na popołudnie wzięły natychmiast w łeb. Do domu przyszłam na piechotę ciągnąc za sobą rower z bagażem czyli z zakupami ponad przewidzianą miarę cenową.

       Rozładowałam się i stwierdziłam ,że nie ma co gdybać -  bez roweru jestem jak bez ręki  - muszę go oddać do naprawy..

  Na szczęście moja rowerownia jest niezbyt daleko.  Poszłam i tam obejrzeli i zakrzyczeli na dzień dobry 60 Eu. !!!! Bo zewnętrzny i wewnętrzny trzeba wymienić plus robocizna i najlepiej kupić nowy.... za 2200 Eu . Zgłupieli chyba..

  Oddałam do naprawy.

Kazali przyjść za dwie godziny . Ja przy tym zrujnowałam doszczętnie wszystkie moje konta ( one są regularnie zrujnowane ale tego wydatku nie przewidywałam w tym roku) i stawiłam się w umówionym czasie przygotowana finansowo. A oni mi mówią - 9 Eu. Diabli mnie wziełi szczerze mówiąc - bo sobie narobiłam niezamierzonego finansowego galimatiasu...

  Nie ma żadnej gwarancji na dłuższe jeżdżenie bo zewnętrzna tylna opona jest łysa i w każdej chwili cóś się może stać .

  Po drodze jest pan doktor V, co mnie pasie różnymi lekami umożliwiającymi oddychanie. A kot mi dzisiaj siedzi na piersiach więc sobie pomyślałam ,że pójdę i zaopatrzę się w lufty, bo święta a jak mi braknie  to dp....

   Pani wypisała  receptę, ja do apteki a tam mi pani mówi ,że nie ma!!!! Pierwszy raz mnie coś takiego spotkało. Bo dłuższej dyskusji jednak leki się znalazły - widać wyglądałam na osobę ,która zaraz zejdzie :))

     Za chwilkę , już po przyjściu do domu przyszła pani od energii.. No dobrze ,być może mi to wyjdzie na dobre  a być może jeszcze na gorsze .Płacę ile płace , teoretycznie od nowego roku mam mniej płacić......ciekawa jestem.

 Drabina stoi na środku pokoju i czeka aż się na nią wdrapię i ściągnę wreszcie te cholerne firanki i w końcu je wypiorę.

 Odłożyłam znowu do jutra.  No o godzinie dziewiątej wieczorem  okien myć nie będę  bo i dlaczego...

Jutro wypiorę te firanki, umyję okno i pojadę zobaczyć ,czy uda mi się kupić jakiś nowy piec kuchenny ( najlepiej z płytą ceramiczną) bo skoro sobie już bigosu narobiłam finansowego to może by to tak wykorzystać??? Bo piec  proszę państwa mi też siada - tzn, gotować można ale piec ni huhuu..

    No i jak tu robić perfekcyjne święta jak co rusz jakieś durne przeszkody.

                I tym miłym akcentem kończę na dzisiaj moje żale
     

     Ponieważ oraz bardziej robi się świątecznie to wszystkim stałym bywalcom, czytaczom jawnym i ukrytym tym co znam i tym co nie znam życzę Wesołych i Spokojnych Świąt.


czwartek, grudnia 07, 2017

Sinterklaas en Zwarte Piet.

       W Polsce są problemy jakie są .Na świecie coraz to nowe wiadomości a w Holandii oprócz codziennej porcji wszystkiego co się dzieje  właśnie mija czas Sinterklaas i Czarnego Piotrusia.
       Przed główną imprezą były dyskusje. Czy Czarny Piotruś to przejaw rasizmu i w związku z tym  należy go zlikwidować, albo Czarnego Piotrusia przemalować(??). Odbyły się antyrasistowskie demonstracje przeciw Mikołajowi i Piotrusiowi . Spacyfikowane przez policję w związku z tym natychmiast nowa burza - czy policja słusznie interweniowała.
Parlament dyskutował , merowie miast zajmowali stanowiska .
Stanęło na tym, że impreza mikołajkowa odbędzie się jak zawsze bo to
1. holenderska tradycja
2. nie można odbierać dzieciom zabawy
3. Czarny Piotruś może być różnego koloru - jak się komu (organizatorowi ) podoba.

 W jednych miastach SInterklaas jak zwykle przybywał statkiem i schodził na ląd na białym koniu w towarzystwie  Zwarte Piet, w innych - przybywał jakimś autkiem białym w towarzystwie licznych  różnokolorowych Piotrusiów.

   Dzieciom absolutnie było wszystko jedno jakiego koloru jest Zwarte Piet - ważne ,że prezenty i łakocie dostarczał...:))

         W mojej znajomej szkole przybył Sinterklaas z trzema Piotrusiami - dwóch było czarnych ,jeden biały. Impreza była przednia przy czym  dzieciom absolutnie kolor skóry Piotrusiów nie zajmował umysłu - bardziej były zainteresowane  tym, co Mikołaj ma w paczkach...

     Tak sobie myślę, zupełnie prywatnie - komu zależy na fermencie .. Przecież dzieci pojęcia nie mają ,czy Zwarte Piet był niewolnikiem ,w ogóle pojęcie niewolnictwa jest im obce, rasizmu raczej też . To dorośli (wszelkiej maści - czarnoskórzy i biali) robią im sieczkę w głowach.. Ciekawe po co...

   Historia była jaka była ,  nic tego faktu nie zmieni.   Tego mogą się dzieci uczyć na historii. Zaburzać im imprezę ?  Dlaczego ? I po co - w imię sprawiedliwości dziejowej. ???
  Przecież na dobrą sprawę - jeśli nawet w przeszłości Czarny Piotruś był niewolnikiem , to na służbie u Sinterklaas miał się jak u Pana Boga za piecem...Mógł być szczęśliwy ,że trafił w takie ręce :))

   Swoją drogą - jaki kraj ,takie problemy :))

wtorek, listopada 28, 2017

Absolutnie nie Andrzejkowy nastrój

                             A wręcz depresja jesienna.
 Przegląd  komunikatorów.

 
Holenderski - dekoracja Trampowej w  Białym Domu , świąteczna rzecz jasna, Katastrofa kolejowa w Belgii, jakaś inna

 w Nowej Zelandii, wulkan, i Czarny Piotruś. Czy to rasistowska impreza dla dzieci czy nie , dyskusje, merowie miast zabierają głos ,różni za i przeciw - makabra.

W Niemczech wiadomo - montowanie koalicji i Merkel ..Do obrzydzenia.

No to otwieram Onet - a tam - sami wicie. Newsweek znęca się nad Macierewiczem,  Może się znęcać i co z tego ..Faszyści w Katowicach ( trudno - dla mnie to są faszyści żaden tam ONR, nacjonaliści zresztą co za różnca ,bardzo cienka jeśli chodzi o nacjonalistów i faszystów).

  Czyżbym była zdrajczynią Narodu?? Myślę sobie tak po cichu - bo UNIA  mi się podoba. Karta praw człowieka też.  Za to rydzykowski kościół mi się nie podoba.
 Nie mam żadnego wpływu na to co się dzieje na świecie ale jakoś coraz trudniej żyć - tak jakby wszystko w co człowiek wierzył ,mniej lub więcej brało w łeb.

   Maryja  w Sejmie - to już nie jest śmieszne ,to jest ponure..To jakieś Średniowiecze bo trudno nazwać to Oświeceniem.
Broszka pieprzy głupoty na temat nacjonalistów, pt , że trzeba wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności  -jednym słowem - wina Tuska..że taki akt zaistniał w Katowicach i pewnie w innych miastach mniej lub bardziej też...

 Jedna pocieszająca wiadomość dzisiejszego dnia - zapowiadają powszechne badania płuc. Jestem mocno zainteresowana...W Holandii oczywiście. bo przypuszczam ,że profilaktyczne badania w Polsce leżą i kwiczą...

    Najsympatyczniejszy tekst jaki dzisiaj czytałam to Piotra. U Knezia. Tyle ciepła i miłości..

NFZ i ZUS dalej robią mnie w konia i uprawiają psychoterapię. To nie ja winny to on.

      Chyba to jedzenie sztucznie modyfikowane zaszkodziło całym  narodom. Całym pokoleniom...

Udaję się na emigrację duchową . Mam w głębokim poważaniu Świat i jego problemy tudzież Pisowską rzeczywistość...



wtorek, listopada 21, 2017

Het gehaime dagboek van Hendrik Groen

         Co można przetłumaczyć na " Pamiętnik Henryka Zielonego" a żeby oddąć jeszcze  sens - w tajemnicy pisanego.
 W jeżyku polskim nie znam odpowiednika inaczej. Pamiętnik zwykle kojarzy się - pisany w tajemnicy ,tylko dla siebie. Nie trzeba dodawać gehaim - wszyscy wiedzą.

Ja jednak nie o zawiłościach językowych a o filmie o powyższym tytule.

  Jest to  serial , którego akcja (jeśli można mówić o akcji) dzieje się w domu opieki. Tytułowy Henryk , starszy pan ,który zamieszkał w domu opieki, żeby sobie  zając czas  zaczął pisać pamiętnik o wydarzeniach, nowych przyjaciołach z domu opieki, i tych co mieszkają w takim domu jak  ja - czyli 50+.
 O tragediach, o radościach, o przyjaźni i o późnej miłości. Przede wszystkim o przyjaźni.  O odchodzeniu.
   Bo przecież wiadomo, że  w takim domu nie mieszkają ludzie zdrowi i młodzi. Zdarza się odejście - częściej niż gdzie indziej.....
Ci co jeszcze żyją chcą żyć godnie i jakby to powiedzieć - pełnią  życia.  Niekoniecznie chcą mieć zajęcia zadane przez personel .
  Jakieś zabawy z piłeczką . Nudne - lepsza wyprawa do kasyna!! Zakończona sukcesem a jakże ,wygrana byla spora:)) Wyprawa była w tajemnicy przed bardzo zasadniczą panią dyrektor, kierowca busa przekupiony i sam mający niezłą zabawę ze staruszkami...
  Śmierć też byłą - i odczucia pana  Henryka ,gdy widział jak szybko i profesjonalnie zwłoki są wyprowadzane z domu...

 Przede wszystkim gra aktorów, - te krzywe spojrzenia, te mało znaczące gesty. W filmie ,oprócz profesjonalnych aktorów  biorą udział również prawdziwi pensjonariusze domów opieki..

   Każdy odcinek jest nowym odkryciem świata ludzi starych..
 O ich obawach ,strachach , o zmaganiach z niemocą  o rodzących się uczuciach i przyjaźniach...

   We wczorajszym odcinku było o przyjażni i o strachu.
To pewna starsza pani odkrywała przed Henrykiem swoje obawy o alzheimera, to Henryk był opoką i rozumiał przyjaciela, który bał się iść do szpitala i bał się opuścić swoje mieszkanie bo co będzie z psem, równie starym jak on???

  Było odkrycie ile radości może dać wózek elektryczny, gdzie można się poczuć jak  zdobywca  szos..

O rodzącym się uczuciu. O radościach ,które  można sobie dać nawzajem pomimo tej okropnej starości...
  Kocham ten film. Być może sama czuję na grzbiecie brzemię czasu  i szczerze - w przyszłości może chciałabym się znaleźć w pobliżu pana Henryka Zielonego.....

  Seria pewnie skończy się wraz z odejściem Henryka.. Bo przecież ten pamiętnik był znaleziony.. póki co czekam na każdą następną część .
  Dawno już nie oglądałam czegoś tak sympatycznego , pełnego zrozumienia tematu i tak ciepłego w swojej wymowie filmu..